|
Praca w szkole umożliwia poznanie wielu bardzo interesujących osób, takich, o których nie sposób zapomnieć. Szczególnie bliscy byli mi uczniowie z lat siedemdziesiątych, kiedy to miałam w tygodniu 4 godziny lekcyjne w tej samej klasie, a początkowo nawet 6. Zdarzały się wtedy niezwykle wzruszające sytuacje. Kiedyś przed lekcjami podeszła do mnie przewodnicząca klasy z naprawdę nietypową propozycją: pani profesor, czy nie ma pani dla nas jakiegoś ciekawego zadania, bo mamy teraz okienko i chętnie coś policzymy… Zdumiewające jest to, że w tej klasie w tym dniu miałam już dwie lekcje, a w tygodniu miałam ich 6. Były w historii szkoły takie sytuacje… Przez wiele lat nasi uczniowie zwyciężali w regionalnym konkursie elektronicznym. Rywalizacja była zacięta, uczestniczyli uczniowie z Techników Elektronicznych z Zielonej Góry, Dzierżoniowa, Jeleniej Góry, Wrocławia – z EZN i z ul. Piłsudskiego. W roku 1979 konkurs z ogromną swadą prowadził uczeń klasy IVA, Andrzej Mikołajczyk. Po odpowiedzi jednego z uczniów, że fantastron można zbudować na lampach wieloelektrodowych lub na tranzystorach głośno z sali zaprotestował starszy nauczyciel z Diory, stwierdzając: na tranzystorach fantastronu nie można zbudować. Nie czekając na reakcję jury Andrzej wyjaśnił: można, można, są rozwiązania na dwóch tranzystorach, są na trzech… Konsternacja jury była wielka. Po konkursie wszyscy gratulowali mi takich uczniów, nawet jedna z pań stwierdziła: chciałabym mieć takiego zięcia… W roli swatki nie wystąpiłam. Innym przykładem prawdziwego zainteresowania elektroniką może być pozostawanie grupki uczniów na przerwach w celu wspólnego analizowania wybranych układów elektronicznych. Samodzielne dochodzenie do właściwych wniosków dawało im prawdziwą satysfakcję, każda okazja do pomyślenia traktowana była jako swojego rodzaju prezent. Do dziś widzę tę iskrę radości w wielu oczach. Jeszcze teraz przypomniał mi o tym zwyczaju Lech Madeyski… W latach siedemdziesiątych uczniowie systematycznie uczęszczali na zajęcia lekcyjne, odrabiali zadania domowe i na ogół systematycznie uczyli się. Jakże inna sytuacja była na początku następnego wieku! Doszło do tego, że zadania domowe były dosłownymi wydrukami wiadomości internetowych, a frekwencja czasami spadała do 80%! 10 lat temu na mój apel odpowiedziało wielu uczniów. Powstało Stowarzyszenie Absolwentów EZN, dzięki któremu obchody 40-lecia istnienia Naszej Szkoły wypadły niezwykle okazale. Moją ulubioną rodziną absolwencką są: Ela i Zbyszek Szpunarowie i ich syn Łukasz. Wszyscy byli wzorowymi uczniami, wszyscy przez 5 lat codziennie dojeżdżali do szkoły ze Świebodzic, co łączyło
się z koniecznością wstawania o godzinie 5:00 i późnymi powrotami do domu. O pozycji zawodowej Zbyszka można poczytać w Internecie, o Łukaszu wkrótce napiszemy na tej stronie. Wiele lat temu napisałam dla nich Zaranie. Zachowali ten wierszyk, dlatego go dzisiaj przytaczam.
Zaranie
Zaranie wiosny w lesie zwiastują leszczyna i mech. Jeszcze gdzieniegdzie śnieg leży, a one już kwitną. Ech! Choć jeszcze ciąg chmur skłębionych po niebie szybko mknie Malachitowe poduchy okryły zmurszałe pnie. Wiewiórka ciągnie do dziupli starą, podartą szmatę. Ukryła ją na drzewie. Przyda się dzieciom. Latem. Zaczęły się ptasie gody. Otwarcie albo skrycie Ptaki szukają partnera na jeden rok lub na życie. Z wielkim niesmakiem słuchał Onufry - Stary Kruk. Oglądał się dokoła: czy tego nie słyszał wnuk? Bo on wybierał Matyldę na wszystkie lata i gody. Czyż mógłby ją porzucić ledwo dojrzeją jagody? On wiedział jakie cechy dzieci będą dziedziczyć I że na Matyldę zawsze w kłopotach można liczyć. Czy miłość bywa dozgonna? Wątpię. Lecz mam marzenie: Kiedy przeminie miłość, to niech przyzwyczajenie, Wspomnienie dni minionych, niejednej dobrej chwili Życie nie tylko ptakom, ale i ludziom umili. Wawrzynek - wilcze łyko obsypał się kwiatem lila. Kwiatuszki są maleńkie i znikną lada chwila. Czy warto kilku łodygom poświęcać jakieś wiersze? Tak. Inne zakwitną później, a one były pierwsze. Po długotrwałej zimie i po przymrozkach poranka Bardziej od pól tulipanów cieszy jedna sasanka, Jedna biała śnieżyczka kwitnąca na skraju kniei Nie zmieni drzewostanu, lecz ileż dostarczy nadziei! Kilka dni później przylaszczki ubarwią leśne polany. Zaczyna być kolorowo, a będzie ładniej. O rany! Już oczy wyobraźni widzą zawilców kobierce: Choć listki jeszcze maleńkie, ale już cieszą serce! Czego więc życzy w Święta nasz Kruk Onufry Stary? W dowolnej kolejności: nadziei, miłości i wiary.
Wielkanoc´ 99, dla Eli i Zbyszka
|